Siedzieliśmy w kilkanaście ludzi skupieni przy ognisku. Dookoła Indianie Ache, a pośród nich padre Adan. Osmalony imbryk z pięknie wygiętą gardzielą i dzióbkiem sterczał przysunięty bokiem do płomienia. Szeptał lekko.
Sędziwa, bardzo sędziwa Indianka, pomarszczona tak, że przy każdym jej obrocie miało się uczucie, że cera szumi, cisnęła między kolanami drewniany moździerz i ucierała w nim jakieś zioła.
- To yuyo - wyłuszczył padre.
- ???? - zapytałem brwiami.
- Nowe zioła, które uciera się albo bije na miazgę i dodaje do yerba mate.
- A po co?
- Oni zawsze informują, że to remedio na jakąś chorobę, jednak najczęściej chodzi o wariant zalewy.
- Przyprawa do herbatki?
- Coś w tym rodzaju. Yuyo, czyli po naszemu \"chwasty\" urozmaicają smak.
- Dlaczego chwasty?
- Bo zioło, czyli yerba, jest tylko jedno: Mate. Całkowita resztka to zaledwie chwasty.
Starszawa Indianka wcisnęła yuyo na wierzch nabitej guampy i sięgnęła po imbryk. Ruszała się powoli, lecz nad wyraz precyzyjnie. Mimo, że egzystowała całkowicie niewidoma.
Teraz zalała. Bijąc z niebosiężna, ażeby strużka wody schłodziła się jeszcze w dróżce przez powietrze - na wszelki incydent, jakkolwiek wszak w imbryku całkowity czas tylko mruczało, a nie bulgotało |
|
Słowa kluczowe: |
|
Adres www: |
|